Porządek Mszy św. i spowiedzi
Dróżki Matki Bożej Bolesnej
Czuwania Papieskie i Odnowy w Duchu Świętym
Odpusty
Pomoce duszpasterskie
Franciszkański Zakon Świeckich
Rycerstwo Niepokalanej
Alma Mater
Odnowa w Duchu Świętym
Wspólnota Krwi Chrystusa
Czciciele Męki Pańskiej (Bractwo Żywej Drogi Krzyżowej)
Grupa Animacji Misyjnej
 
 
 


PRYMICJE W 34 ROKU KAPŁAŃSTWA


Zazwyczaj każdy nowo wyświęcony kapłan udaje się do rodzimej parafii i tam wobec rodziny i bliskich znajomych odprawia uroczystą Mszę św. oraz udziela kapłańskiego błogosławieństwa prymicyjnego. Tak też było z nami wyświęconymi w dziewięcioosobowej grupie w dniu 21 grudnia 1957 r. w Krakowie.
Ponieważ dzień naszych święceń wypadł tuż przed świętami Bożego Narodzenia dlatego najlepszym czasem na odprawienie prymicji był pierwszy lub drugi dzień tych Świąt. Toteż dnia 23 grudnia po odprawieniu „cichej” Mszy św. na Jasnej Górze przez każdego z nas osobno (nie praktykowało się jeszcze w koncelebrze), rozjechaliśmy się do swoich parafii rodzimych, by tam odprawić prymicje.
Pisząc, że rozjechaliśmy się do rodzimych parafii mam na myśli przede wszystkim swoich kolegów. Ja bowiem nie mogłem udać się do parafii swego urodzenia, gdyż ta znajdowała się poza granicami Polski. A tak stało się na skutek zagarnięcia po II wojnie światowej przez Związek Radziecki Małopolski Wschodniej. W wyniku tego mieszkający tam Polacy musieli opuścić te ziemie i wyjeżdżać na Zachód „za Bug i San” w ramach tak zwanej repatriacji. Także tak zrobić musiała i moja rodzina. Wyjazd nastąpił w którymś z końcowych dni czerwca 1945 r. Późnym wieczorem, gdy nastały już ciemności, transport złożony z dziesięciu wagonów bez zadaszenia, przeznaczonych do przewozu węgla, wyruszył przy śpiewie „Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród...” Tym transportem wyjechałem i ja z rodzicami i starszymi braćmi.
Tak opuściłem wtedy kraj lat dziecinnych mając nieco ponad trzynaście lat. Po miesiącu jazdy i tułaczki zawieziono nas na Opolszczyznę do miasta Biała koło Prudnika. Tam osiedliła się moja rodzina i tam mieszkałem przez pięć lat, w czasie których uczyłem się w gimnazjum w Prudniku, a następnie w samej Białej. Stamtąd w 1950 roku zgłosiłem się do Zakonu i przyjechałem na nowicjat do Krakowa.
Rodzice i trzej bracia mieszkali nadal w Białej. Do Białej więc udałem się po święceniach i tam odprawiłem w dzień św. Szczepana Mszę św. prymicyjną i udzieliłem rodzicom, rodzinie i wiernym błogosławieństwa prymicyjnego. Kościół w Białej ma wezwanie Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, a więc to samo co kościół w Kopyczyńcach, dlatego w swoim życiu kapłańskim nieraz przychodziła mi myśl i pytanie czy kiedyś nadejdzie taki czas, że będę mógł odprawić Mszę św. w kościele mojego Chrztu i Pierwszej Komunii św. Przez lata wyglądało, że nie będzie to nigdy możliwe, gdyż dochodziły wieści, że po wyjeździe Polaków w kościele władza radziecka urządziła najpierw magazyn zbożowy, później przetwórnię owoców, a w końcu, że jest on składnicą wszelkich rupieci i odpadów, z którymi nikt nie wiedział, co zrobić.
Po wielu latach nadszedł taki czas i nastąpiły takie zmiany, że to, co wydawało się niemożliwe, stało się jednak możliwe. Jeszcze w ostatnich latach istnienia Związku Radzieckiego, zwłaszcza podczas „pierestrojki” w wyniku rozszerzenia praw religijnych, ludzie wierzący mogli zrzeszać się w grupy wyznaniowe i rejestrować je w urzędach państwowych, by uzyskać osobowość prawną. To z kolei dawało prawo do posiadania własnego naczelnika, własnych pomieszczeń i nabożeństw. Takie grupy, zrzeszające przynajmniej 20 osób, organizowały się po miastach i miasteczkach i po dłuższych targach z władzami partyjnymi i państwowymi odzyskiwały kościoły.
Taka grupa uformowała się też w Kopyczyńcach i zaczęła starania o odzyskanie kościoła. Starania te początkowo „szły jak po grudzie”. Ludzi odsyłano od jednego urzędu do drugiego w miejscu, w powiecie, w województwie, czy w Kijowie. Jednak ludzie nie ustawali w rozpoczętych zabiegach i staraniach aż osiągnęli swój cel. Dnia 30 kwietnia 1991 r. kompetentne władze państwowe wydały postanowienie o zwrocie kościoła katolikom.
Odzyskany kościół był w znacznym stopniu od fundamentów do dachu zniszczony, zawilgocony tak zewnątrz jak wewnątrz, a ponadto ogołocony prawie całkowicie. Ołtarz główny i sześć bocznych uszkodzone. Ambona wydarta z filara. Ławki, żyrandole, lampy oświetleniowe zabrane. Taki los spotkał też organy, konfesjonały i inne elementy wystroju. Dziwnym trafem ocalały na ścianach kościoła malowane na płótnie stacje Drogi Krzyżowej, choć były podniszczone i wypłowiałe. Bardzo zaśmiecony i ogołocony kościół ludzie oczyścili, wysprzątali i przygotowali na tyle, że w uroczystości Wszystkich Świętych – 1 listopada 1991 r. można było go ponownie poświęcić i odprawić, pierwszą po czterdziestu sześciu latach przerwy, Mszę św.
Poświęcenia dokonał i pierwszą koncelebrowaną Mszę św. odprawił Ks. Bp Marian Jaworski, ówczesny Administrator Apostolski w Lubaczowie, który za parę miesięcy został mianowany Arcybiskupem Metropolitą Lwowskim. Wśród kilku koncelebrastów byłem również i ja. Gdy stanęliśmy przy ołtarzu, a ja ujrzałem ludzi, których przez lata na siłę usiłowano skomunizować i którzy nie widzieli w tym kościele kapłana, a tym bardziej biskupa, a gdy ponadto uświadomiłem sobie jasno, że to jest moja Msza św. prymicyjna w kościele mego Chrztu, pierwszej Spowiedzi i Komunii św., to mocniej zabiło mi serce a pod powiekami pojawiła się wilgoć.

o. Marek Hałambiec OFMConv.
Radomsko, 5 IX 2007 r.

→ 50-lecie kapłaństwa