Rozmowa z franciszkańskim zespołem Fioretti




Muzyka jak modlitwa




[Rozmiar: 4334 bajtów]


  Zespół Fioretti gra nieprzerwanie od 1968 roku. Na czym polega ten fenomen istnienia franciszkańskiego zespołu i jego sukcesji?

     Fioretti to zespół seminaryjny, złożony z franciszkańskich kleryków. Tworzą go obecnie bracia studiujący filozofię i teologię przy Franciszkańskiej 4 w Krakowie. Jednak swój początek miał w Łodzi - Łagiewnikach, w naszym „bratnim” franciszkańskim seminarium, gdzie powstała ta pierwotna myśl, aby założyć taką „muzykalną sekcję”. Dopiero po jakimś czasie została ona przeniesiona do Krakowa.
     To, że tworzą go tylko franciszkańscy klerycy wymusza pewną kadencyjność, rotację członków zespołu. Są plusy i minusy takiego stanu rzeczy, choć z pewnością zalet jest więcej. Cykliczność zmian braci obdarzonych talentem muzycznym ma ogromny wpływ na nowe pomysły muzyczne czy ewangelizacyjne. Z pewnością możemy tu powiedzieć o świeżości i witalności takich projektów, otwartości na nowe wyzwania, chęci zarażania słuchaczy tym, co jako młodzi franciszkańscy bracia przeżywamy. Chodzi tu przede wszystkim o wartości, które we współczesnym świecie się trochę zdewaluowały, takie jak: miłość, wierność, sprawiedliwość, dobro, uczciwość, pokój, których źródłem jest sam Bóg. Zatem „sukcesja” „Fioretti” polegałaby na zapraszaniu przez członków zespołu młodszych braci, studiujących we franciszkańskim seminarium i obdarzonych Bożą muzykalnością, do podjęcia pewnej misji głoszenia przez muzykę prawd związanych z naszą wiarą. A fenomen tej sukcesji wywodzi się z inspiracji, jak wierzymy Boga, który jest w nas sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z Jego wolą (por. Flp 2,13 ;).

  Na plakacie promującym Wasze koncerty pojawia się hasło "Muzyka jak modlitwa".
Jak Wy jako twórcy i wykonawcy tej muzyki je rozumiecie, i jak chcecie realizować je w tym co robicie?


     Różne są formy modlitwy, różne są też utwory muzyczne. W ogóle muzyka, jak się wydaje, jest doskonałym środkiem przekazu wewnętrznych uczuć, wrażliwości, myśli czy stanu w jakim człowiek się znajduje. Jest wspaniałym nośnikiem tego, czym się na co dzień żyje, czego się doświadcza. Według nas jest tą przestrzenią, poprzez którą możemy wyrazić siebie w kontekście relacji z Panem Bogiem. I tu będzie miejsce na uwielbienie czy dziękczynienie, ale też powierzanie się Bogu w smutkach czy życiowych trudach, które od czasu do czasu przeżywamy.
     Muzyka w sposób naturalny oddaje stan modlącego się człowieka. Zobaczmy, że inna jest modlitwa osoby, która cieszy się z narodzin, dajmy na to, swojego pierwszego dziecka, a inna tej, która straciła kogoś bliskiego. Inna jest modlitwa człowieka, który wszystko przegrał, a z pewnością odmienna jest tego, który doświadczył cudu wygranej. Łatwo zauważyć, że tak jak modlitwa przybiera różne style zależne od stanu wewnętrznego człowieka, tak muzyka, jako środek przybiera odpowiedni styl komunikacji, wyrażania. I jak modlitwa jest rzeczywistością, w której wchodzimy w bezpośredni kontakt ze Stwórcą, tak muzyka w całej swej naturalności może być pięknym narzędziem prowadzącym do Niego i wyrażającym tę naszą bezpośrednią z Nim relację.
     Jak to realizujemy w tym, co robimy? Przed każdą próbą czy każdym spotkaniem z szerszą publicznością (koncertem), parę minut przed rozpoczęciem zapraszamy Boga, abyśmy mogli być narzędziami w Jego ręku, aby to On sam działał i uzdolnił nas do wypełnienia Jego, a nie własnej woli. Prosimy, aby spotkanie było na Jego chwałę, abyśmy potrafili dawać o Nim, jak i o franciszkańskim życiu dobre świadectwo. Prosimy za tych, z którymi mamy się spotkać i za siebie nawzajem. Później po prostu… śpiewamy i gramy z takimi intencjami w sercu, aby na końcu podziękować Bogu za to, czego doświadczyliśmy i co dane było przeżyć naszym słuchaczom.

  Wasze koncerty jak i cała idea zespołu są nietypowe - nie dla własnej sławy, ale wszystko na chwałę Pana Jezusa i w ramach ewangelizacji. Jak podchodzicie do tego powołania, nie tylko do bycia w zakonie ale właśnie w tym zespole; w jaki sposób na koncertach chcecie mówić innym o Panu Bogu i dlaczego...

     Trzeba powiedzieć, że nie jesteśmy jedyni, mówiąc o tak nietypowej idei. Jest też spora ilość zespół seminaryjnych w Polsce, które na podobnych zasadach funkcjonują, nie wyliczając świeckich grup muzycznych. To, że gramy na chwałę Jezusa, a nie własną, wypływa z przeżywanej wiary w Jego realną, pokorną obecność i działanie we współczesnym, nieraz zawirowanym świecie. Tą prawdą chcemy się dzielić, aby jak najwięcej ludzi mogło usłyszeć o tym upragnionym szczęściu, o którym każdy przecież marzy, a nie wie, że ono jest tak blisko niego, na wyciągnięcie ręki, w osobie Jezusa Chrystusa. Głosimy, że jest inne życie od tego, które proponuje współczesny świat. Aborcja, eutanazja, wolne, niczym nieograniczone użycie seksualne, narkomania, nieopanowany alkohol, niewierność itp. – zdają się należeć do tych najbardziej widocznych propozycji otaczającego nas środowiska. Otrzymując od Boga zaproszenie do bycia w zakonie (popularnie nazywamy to powołaniem) i w zespole, chcemy mówić o Jego propozycjach i Jego perspektywie na nasze życie, które jest najkrótszą i najpewniejszą drogą do bycia po prostu szczęśliwym.
     W jaki sposób chcemy o tym mówić? Dobre pytanie. Odpowiedź dał nam założyciel naszego zakonu – św. Franciszek z Asyżu, żyjący na przełomie XII i XIII wieku. Zresztą on pokazał jak to robić. Tą mową mają być własne czyny, postępowanie, nie tyle słowa. To, co się mówi ma wypływać z tego, czym się autentycznie żyje albo do czego zaczyna się dorastać. Dlaczego? Najtrafniejszymi chyba będą tu słowa apostołów Piotra i Jana z Dziejów Apostolskich: bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli (4,20).


Rozmawiała Agnieszka Kozłowska